czwartek, 24 maja 2012

Tuska ratuje tylko zamach

Na chwilę zapomnijmy o wielu niewyjaśnionych kwestiach smoleńskich, wróćmy myślami do tego złowieszczego poranka, soboty 10.04.2010 roku. Jest piękny słoneczny ranek, godzina lekko po dziesiątej. Jak grom z jasnego nieba spada na nas wiadomość o katastrofie z udziałem polskiej delegacji udającej się na uroczystości w Katyniu. Szok, niedowierzanie, wybuch niespotykanych myśli, łzy totalnego zdołowania związanego niewątpliwie z Katyniem. Wszystko nabiera niewyobrażalnych wymiarów po wstępnym ogłoszeniu listy nazwisk uczestników lotu. Odczucia te dotyczyły każdego normalnego człowieka bez względu na upodobania czy kolor myśli.


Spróbujmy jednak wyobrazić ludzi stojących na stanowiskach pracy, pracy bezpośrednio związanej z tym lotem. Do osób bezpośrednio zaangażowanych w ten lot można zaliczyć przedstawicieli BOR, MSWiA, MSZ, Kancelarii Premiera wraz z samym Premierem, 36 SPLT, COP oraz z innych służb, do których należał obowiązek posiadania wszelkiej wiedzy na temat wizyty Prezydenta RP. W podobnej sytuacji znalazły się osoby po stronie rosyjskiej z Putinem na czele. No i się zaczęło. Jest problem, nikt nie wie jeszcze o co chodzi, no poza Radkiem Sikorskim, który w sposób czysto telepatyczny przeanalizował przebieg zdarzenia i był już wszystkiego pewien w kilka minut po zdarzeniu. Ale zostawmy ten jeden przypadek do rozważań przez wróżkę i radiestetę. Załóżmy taki oto przypadek, że wszyscy zaczynają myśleć o własnym tyłeczku w związku z odpowiedzialnością jeszcze nie wiadomo jaką. Cóż Radek Sikorski mógł lepszego wymyślić jak rozwiązanie pod tytułem ,,nie - to nie ja''. Przypuśćmy, że tak wyćwiczony odruch ma każdy skundlały polityk, który jest zaprawiony w wykręcaniu się sianem, składaniem obietnic bez pokrycia, wiecznym łganiem i ciągłym mataczeniem. Ponieważ przykład idzie z góry, wszelkie służby szybko uczą się od swoich mistrzów iluzji, jak mają przetrwać mało robiąc i nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności. Skundlały strach przed odpowiedzialnością za coś, czego nikt jeszcze nie umiał ocenić, uruchomił lawinę obłudy, która została skierowana na obywateli z każdej strony, poczynając od źródła jakim był Premier, na sprzątaczce z Okęcia kończąc. W końcu podobne przypadki odnajdujemy w przyrodzie, choćby skunksy, żmije, czy też węgorze elektryczne. To taki rodzaj zasłony obronnej, podobnej w znaczeniu do mgły smoleńskiej, przed honorowym stawieniem czoła na przeciw rzeczywistości. Premier, po krótkim i ludzkim szoku, szybko otrząsnął się i wrócił na kurs i ścieżkę tworzenia mistyfikacji oddalającej go od choćby honorowej odpowiedzialności za los - o matko, kraju ? - On nie potrafił zadbać o jedną osobę, Prezydenta RP, a co dopiero mówić o obywatelach ? Donek, nie poddawaj się, przecież to będzie totalna klapa, co z partią, rządem, lodami itp. - pomyślał Tusk w pierwszych chwilach.

Ponieważ w podobnej sytuacji znalazł się Putin, który pomyślał sobie o tym, że ktoś poprzez zamach mógłby zrobić z niego balona przed wyborami prezydenckimi, szybko przypomniał sobie temat zatopienia Kurska i postanowił pomóc sobie i koledze Donaldu. ,,Zmarłym życia nie przywrócisz, a żywi muszą żyć za wszelką cenę przy korycie'' - tak powstał szybko pomysł totalnego przejęcia kontroli nad śledztwem, które zostało zaprojektowane w taki sposób, aby badaniem jednej sprawy zajęło się przynajmniej z sześć komisji w oparciu o jakieś tam dowody lub ich brak, dla pewności zakopując je na co najmniej jeden metr pod ziemię lub zapominając czegoś tam zmierzyć, bo przecież wsie pogibli. Zależności pomiędzy tymi komisjami powodują, że każda jest uzależniona od każdej pozostałej. Jednym słowem rosyjska ruletka w przebiegu przymusowego udawania badania sprawy oraz blackjack w postaci dwóch kart premierowych o łącznej wartości nominalnej 21 po powstaniu dowolnej wątpliwości – to obraz gry prowadzonej z publicznością. Ponieważ przykład idzie z góry, reszta podległych zrobiła wszystko podobnie na ile umiała. Niektórym się to nie powiodło, choćby Bielawnemu, innym udało się przerobić nawet trzecią salonkę w raporcie bez sprawdzania czy po jej remoncie nie pozostał jakiś kapiszon w tym rejonie. Normalny obywatelu, spróbuj nie zapłacić ZUS'u na czas – nie żyjesz, spróbuj nie zapłacić podatku – nie ma cię, a Janicki za wzorcowe niedopilnowanie Prezydenta otrzymuje nagrodę w postaci nominacji z szofera na generała – wot gieroj, traktorzysta wyższe inżyniera.

Wystarczy przypomnieć ten jad, śmierdzące wydzieliny skunksa czy też inne fekalia nam serwowane na przestrzeni od 10.04.2010 do dnia dzisiejszego. A zatem, cztery lądowania, no może trzy, a właściwie jedno. O której godzinie ? O 8:56 wszystkie dzwony w kościołach biły przez dwa tygodnie. Jak40 – nie, to był Tu154M. Oni lądowali – nie , przecież odchodzili. Oni odchodzili – zaraz, ale przecież to wyglądało jak lądowanie. Głos generała w kokpicie raz się pojawiał, raz znikał. Kopano na ponad jeden metr głębokości ziemię aby wydobyć pieczołowicie wszystko to, co się tam rozsypało, ale pozostawiono jednak coś dla archeologów i wycieczek krajoznawczych. Z ciał nie było co zbierać, ale 97 osób się doliczono natychmiast. Badania zwłok przeprowadzono – ale ekshumacje są i będą. Komórki zablokowano – ale jednak dzwoniły jak zaprogramowane. Rosjanie informowali o złym stanie lotniska – ale my dowiedzieliśmy się tego od św. Piotra dnia 12.04.2010. Medale omonowcom obiecano – ale było im zbyt mało i okradli karty kredytowe ofiar. Właściwie to szkoda dalej wymieniać te wszystkie rozbieżności i dualizmy znaczeniowe, gdyż jest to jeden wielki skandal aby Premier polskiego rządu nic o tym nie wiedział.

Tak czy siak, jeśli Premier nie wiedział o tym wszystkim – taczka, wiedział – taczka lub coś mocniejszego. Donaldu Tusku może uratować tylko zamach, bo w każdym innym wypadku należy obawiać się takiego rządzenia, gdzie nie można upilnować tylko jednej i to najważniejszej osoby w Państwie a co dopiero powiedzieć o bezpieczeństwie całego kraju. Dlatego utrzymywanie otoczki zamachowej jest jedyną drogą, którą podąża Donald Tusk i jego ekipa podwładnych. Zamach jest jak tlen potrzebny tej ekipie do dalszej egzystencji iluzji rządzenia. Bo jeśli nie zamach, to taczka.

Smoleńsk - zamach czy kakij czort ?

Podsumowanie różnych hipotez przebiegu zdarzenia z 10.04.2010 w Smoleńsku, z udziałem rządowego tupolewa Tu154M o numerze bocznym 101, oparte zostanie o następujący schemat :
  1. Materiał dowodowy.
  1. Przebieg zdarzenia.
  1. Wnioski końcowe.
Minęły dwa lata prowadzenia śledztwa w tej sprawie i nadal nie ma pewności co do pełnego zobrazowania tego zdarzenia. Jest szereg wątpliwości, które w sposób wyraźny ukształtowały kilka hipotez. Ogólnie ujmując można wyróżnić następujące kierunki wyjaśniania tego zdarzenia :
  1. Oficjalne stanowisko rosyjskiej komisji MAK.
  2. Oficjalne stanowisko polskiego rządu zaprezentowane w raporcie KBWL.
  3. Stanowisko Parlamentarnego Zespołu pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza.
  4. Teoria ,,maskirowki'' czyli inscenizacji zdarzenia na Siewiernym, prezentowana przez blogera Free Your Mind ( FYM ) i grupę towarzyszących blogerów.
  5. Teoria fałszywych radiolatarni czyli złego naprowadzania samolotu opublikowana przez blogera Rexturbo.
Polska prokuratura prowadzi jeszcze śledztwo ale z oficjalnych jej przekazów wynika wprost potwierdzenie stanowiska zajętego przez komisję KBWL.
Przejdźmy zatem do prezentacji poszczególnych stanowisk.

I. Oficjalne stanowisko rosyjskiej komisji MAK.

1. Materiał dowodowy.
Komisja MAK oparła swoje wnioski na podstawie danych zawartych w czarnych skrzynkach, które nie miały swoich numerów seryjnych ( FDR, CVR ). Odnalezione rejestratory FDR, CVR, ATM-QAR, oraz TAWS i komputer pokładowy FMS drugiego pilota są rejestratorami opartymi o taśmy magnetyczne oraz pamięci elektroniczne, czyli nośniki bez tzw. jednoznacznego odcisku charakteryzującego przynależność do danej maszyny, z możliwością wielokrotnego zapisu niepozostawiającego żadnego śladu ingerencji człowieka w zapis. Rejestrator K3-63, zapisujący dane na taśmie celuloidowej jednorazowego użytku ( jedyny bez możliwości sfałszowania ) nie został odnaleziony. Opis miejsca zdarzenia wraz z dokumentacją jest skromny i wyrywkowy, nie zawiera podstawowych dowodów jakimi są ślady zderzenia samolotu z ziemią.
Brak podstawowego dowodu z wieży kontrolerów, zapisu video pracy urządzeń oraz rzetelnego wyniku oblotu technicznego, przeprowadzonego w dniu zdarzenia, mającego ustalić poprawność pracy urządzeń naprowadzających na lotnisku.
2. Przebieg zdarzenia.
MAK ustalił jednoznacznie, że zdarzenie jest wynikiem błędów pilotów będących pod presją wywieraną przez generała Błasika, będącego pod wpływem alkoholu. Wykazana ilość błędów pilotów w tym locie na podstawie czarnych skrzynek jest porażająca i ogólnie mówiąc stanowi przykład szkoleniowy możliwości popełnienia wszelkich błędów jakie piloci mogli popełnić. Nie było ani jednej czynności którą piloci wykonali prawidłowo. Jednym słowem piloci popełnili 100 ( słownie sto ) procent błędów jakie można było zrobić. Poza tym komisja stwierdza, że wszystkie urządzenia samolotu pracowały poprawnie do końca lotu, czyli punktu zderzenia z ziemią, punktu nie potwierdzonego żadną dokumentacją fotograficzną.
3. Wnioski końcowe.
Zdarzenie w Smoleńsku jest nieszczęśliwym wypadkiem, na którego przebieg miały wpływ osoby w nim poległe. Wszyscy żywi, mający z tym lotem cokolwiek wspólnego, nie mieli żadnego wpływu na to zdarzenie. Tak brzmi ostateczna konkluzja z raportu komisji MAK, której to wyniki nie zostały zatwierdzone do dnia dzisiejszego przez rząd Rosji, ówczesnego premiera Władymira Putina.

II. Oficjalne stanowisko polskiego rządu zaprezentowane w raporcie KBWL.

1. Materiał dowodowy.
Dokładnie ten sam co komisji MAK, z tą różnicą, że wszelkie zapisy z czarnych skrzynek pochodzą wyłącznie z kopii wykonanych ponad dwa miesiące od zdarzenia. Szczególne znaczenie ma tu kopia nagrania z kokpitu CVR, którego to oryginalności nie potwierdził do dnia dzisiejszego IES z Krakowa. Na przestrzeni dwóch lat powstały różne interpretacje nagrania z kokpitu, pojawiały się i znikały poszczególne wypowiedzi. Jeśli chodzi o badanie podstawowych elementów z miejsca zdarzenia, najlepiej przedstawił to polski przedstawiciel badający wypadek na miejscu, Edmund Klich, z którego książki wynika jednoznacznie jak przeprowadzono badanie terenu i wraku. W ogóle takie czynności nie miały miejsca a wnioski zawarte w raporcie pochodzą z opracowań rosyjskich – tak twierdzi uczestnik postępowania w Smoleńsku, Edmund Klich. Raport KBWL przedstawia w znakomitej większości nieautoryzowane zdjęcia ( skradzione z internetu ), które nie mogą stanowić nawet podstawy urzędowego sprawozdania z katastrofy lotniczej.
2. Przebieg zdarzenia.
KBWL przedstawia zdarzenie dokładnie tak samo jak MAK, z tą różnicą, że naciski generała Błasika okazały się bezpodstawne, co zostało wykazane przez IES na podstawie badania kolejnej kopii nagrań z kokpitu utworzonej po roku od daty zdarzenia. Reszta pasuje i różni się w stosunku do raportu MAK wyłącznie interpretacją.
3. Wnioski końcowe.
Podobne do wniosków MAK, dodatkowo obciążające polskich pilotów do trzeciego pokolenia włącznie, za brak wyszkolenia. Wszyscy winni stanu lotnictwa na dzień 10.04.2010 zginęli w wypadku. Po publikacji raportu KBWL została zlikwidowana także jednostka 36 SPLT.

III. Stanowisko Parlamentarnego Zespołu pod przewodnictwem Antoniego Macierewicza.

1. Materiał dowodowy.
Komisja dysponuje niekompletnymi danymi z rejestratorów pokładowych. Dodatkowo, w obszarze pewnych zjawisk, osoby współpracujące z komisją przeprowadziły empiryczne wywody, dokonane metodami matematycznymi. Komisja podpiera się także zeznaniami wielu osób, które twierdzą, że były uczestnikami owego zdarzenia. Po wielu przesłuchaniach komisja dysponuje zeznaniami osób poszkodowanych, członków rodzin poległych w tym zdarzeniu.
Komisja zajmuje się tą sprawą całościowo i gromadzi materiał dotyczący przygotowania wizyty prezydenta, jak też wszystkich aspektów mających miejsce po tym zdarzeniu. Dotyczy to dokumentacji urzędowej oraz wszelkich spraw związanych z dokumentacją zgromadzoną przez rodziny poszkodowanych.
2. Przebieg zdarzenia.
Komisja w całości przyjmuje narrację wypadku zaprezentowaną przez MAK, z wyjątkiem bezpośrednich przyczyn upadku samolotu. Według ekspertów ZP przyczyną bezpośrednią upadku samolotu były wybuchy materiałów wewnątrz samolotu, które miały miejsce w ostatniej fazie lotu. Podpierając się obliczeniami wykazują, że samolot nie mógł uderzyć w brzozę a w tych okolicach nastąpiła utrata skrzydła z powodu pierwszego wybuchu. W konsekwencji tego zdarzenia samolot skręcił w kierunku miejsca upadku i w punkcie w którym zostały ostatni raz zanotowane dane w pamięci komputera pokładowego FMS nastąpił kolejny wybuch, który jako jedyna przyczyna tłumaczy tak znaczne rozczłonkowanie kadłuba samolotu.
Z powyższych wywodów ekspertów ZP wynika także, że MAK oraz KBWL źle zinterpretowały pewne parametry lotu i celowo przedstawiły je aby udowodnić uderzenie samolotu lewym skrzydłem w słynną brzozę.
3. Wnioski końcowe.
ZP oczekuje na przeprowadzenie szczegółowych badań wraku samolotu, który leży nadal w oczekiwaniu na bieg wydarzeń, na lotnisku w Smoleńsku. Mimo iż prokuratura rosyjska miała dość czasu na przeprowadzenie wszelkich badań, wrak nie może trafić do jego właściciela jakim jest Polska.
W przypadku, gdy jednak wreszcie ten wrak zostanie zbadany w Polsce i badania nie stwierdzą żadnych śladów związków materiałów wybuchowych oraz badania metalurgiczne przełomów części kadłuba nie wykażą śladów naprężeń niszczących, pochodzących od wybuchów, ZP będzie miał gotową jedyną hipotezę, która potwierdza scenariusz zaprezentowany przez MAK.

IV. Teoria ,,maskirowki'' czyli inscenizacji zdarzenia na Siewiernym prezentowana przez blogera Free Your Mind ( FYM ) i grupę towarzyszących blogerów.

1. Materiał dowodowy.
Zbliżony do dokumentacji ZP, wzmocniony o głębokie analizy wypowiedzi osób związanych z tym zdarzeniem. Zespół blogerów zajmuje się interpretacją logiczną wszelkich nieścisłości, których w przekazie od dnia 10.04.2010 jest taka masa, że nie wiadomo co stanowi fakt a co jest tylko elementem maskirowki medialnej czyli celowym działaniem służb lub brakiem fachowości w warsztacie dziennikarskim osób prezentujących tematykę smoleńską. Ponieważ ta grupa zajmuje się głównie przekazem związanym z tym zdarzeniem, dzięki tym opracowaniom można bardziej się wczuć w dramaturgię tych dni, jak też poznać otoczkę całego zajścia pod względem psychologicznym.
Dodatkowym aspektem dowodowym tej grupy blogerów jest fakt braku wielu, a właściwie większości, dowodów, których brakuje w prowadzonym śledztwie, o czym wielokrotnie dowiedzieliśmy się od polskiej prokuratury i z polskich uwag do raportu MAK.
2. Przebieg zdarzenia.
Według blogerów, zdarzenie opisywane przez MAK nie miało miejsca w Smoleńsku. W Smoleńsku została przygotowana inscenizacja wypadku a sam fakt likwidacji ekipy zmierzającej na uroczystości w Katyniu miał miejsce w innej lokalizacji, tak aby ten fakt mógł dokonać się bez udziału świadków postronnych. W ten sposób zamachowcy mogli spokojnie przygotować miejsce, zwane miejscem zdarzenia, a likwidacja członków delegacji mogła odbyć się bez jakichkolwiek komplikacji w innym miejscu.
3. Wnioski końcowe.
Na podstawie braków w dokumentacji, wieloznaczności praktycznie każdego elementu tego zdarzenia, blogerzy mają podstawę sądzić, że przedstawiane w sposób oficjalny zdarzenia są wynikiem inscenizacji. Zamach właściwy na delegację został wykonany poza miejscem w przekazywanym oficjalnie scenariuszu, odbył się na uboczu tego co się przedstawia oficjalnie. Dodatkową argumentacją jest także brak praktycznie wszystkich czynności, które powinna podjąć prokuratura w odpowiednim czasie a tego nie zrobiła, przez co zostały utracone na zawsze możliwości rozwiania większości wątpliwości ( np. sekcje zwłok ). Blogerzy twierdzą, że dokumentacja którą posługuje się MAK jest całkowicie spreparowana i przedstawia lot innego samolotu, co jest absolutnie możliwe do przygotowania na symulatorach lotu, szczególnie w Rosji, która jest jednym z największych potentatów w dziedzinie lotnictwa. Brak dokumentacji zdjęciowej i video ze startu w Warszawie, z wieży w Smoleńsku, z warsztatu samochodowego blisko miejsca zwanego miejscem zdarzenia w serwisie KIA, przerwany film montera TVP Wiśniewskiego przed przylotem Tu154M przez obsługę ,,hotelu'', skłaniają do wyciągnięcia jedynego wniosku, iż nie odbyło się to wszystko przypadkowo.

V. Teoria fałszywych radiolatarni czyli złego naprowadzania samolotu opublikowana przez blogera Rexturbo.

1. Materiał dowodowy.
Oficjalne dokumenty dotyczące lotu, stenogramy z wieży kontrolerów lotu, zasady zgodne ze sztuką lądowania na dwie radiolatarnie. Hipoteza lansowana od samego początku przy bardzo skromnych materiałach.
2. Przebieg zdarzenia.
Samolot został sztucznie naprowadzony na wirtualny pas, odległy o ponad 1000 metrów od prawdziwego progu pasa. Dalszy przebieg zdarzenia był wynikiem tak dużego obniżenia lotu w okolicy bliższej radiolatarni.
3. Wnioski końcowe.
Najprostsza metoda przygotowania zamachu to odpowiednie naprowadzanie i spełnienie podstawowych warunków do lądowania, jakimi są sygnał bliższej wygenerowany wcześniej niż powinien oraz podstawienie sztucznych świateł APM dających złudzenie zbliżania się do pasa lotniska. Stenogramy CVR są spreparowane jak też pewne parametry z czarnych skrzynek.
 
Podsumowanie

Jedno jest pewne, prowadzenie śledztwa w Polsce urąga wszelkim zasadom. Winnym za taki stan jest Donald Tusk, który zawarł w imieniu polskiego rządu taką umowę z Putinem. Tak zawarta umowa pozwala na rozmydlenie śledztwa i praktycznie oddaje wszelkie decyzje w tej sprawie obcemu państwu. Bez względu na to, czy było to celowe działanie, czy też nie, jako pierwotne działanie zaciążyło na wyjaśnianiu tego zdarzenia, grzebiąc go na ponad jeden metr pod ziemię. Brak transparentności polskiej prokuratury w tym postępowaniu oraz chorobliwy brak zainteresowania mediów w dociekaniu do rozwiązania spraw niejasnych, jest porażający. W związku z powyższym, każda z powyższych hipotez może być prawdziwa lub stanowić w pewnym sensie składową prawdziwego zdarzenia.
Źródła :
Zespół Parlamentarny : http://smolenskzespol.sejm.gov.pl/
oraz strona Krzysztofa Cierpisza : http://zamach.eu
Blogi Rexturbo oraz NDB2010 : http://rexturbo.salon24.pl oraz http://ndb2010.wordpress.com/

czwartek, 19 kwietnia 2012

Od Lenina do Tuska

Wielkim marzeniem Lenina była wspólna Europa. Niestety, na drodze w realizacji jego szczytnych planów stanęła Polska w 1920 roku. ,,Cud nad Wisłą'' położył kres tak pionierskim, postępowym, wybiegającym w przyszłość zamiarom. Przez następne 70 lat żadnemu sekretarzowi KC PZPR nie przyszło do głowy, aby oddawać suwerenność Moskwie. Owszem, przyjaźń międzynarodowa kwitła, obóz socjalistyczny żył pod wpływem daleko idącej integracji. W latach osiemdziesiątych wybuchł kryzys wszelkich wartości w obozie socjalistycznym. Nikt wówczas nawet nie pomyślał aby dokonywać jeszcze większej integracji tej zdezelowanej ideologii. Starzy towarzysze stwierdzili, że metody fizycznego terroru nie przyniosły zamierzonych efektów i postanowili dokonać korekty swoich planów z odłożeniem realizacji planu głównego na przyszłe lata.

Właśnie te lata teraz nastały. W podobny sposób jak dobra, czerwono-krwista komuna z lat osiemdziesiątych, wspólna Europa weszła w fazę kryzysu, obnażając swoją prymitywną budowę opartą na fikcji. Idea wspólnoty, jedności, coraz mocniejszego integrowania wraca na tapetę jak Lenin, wiecznie żywy. Odpowiedzialni za działania marketingowe związane z osiągnięciem ostatecznego celu, jakim jest stworzenie jednego, wielkiego kołchozu, wychodzą z samych siebie w mnożeniu argumentacji i tworzeniu iluzji. Już nie tylko rozdwojenie ale znacznie większe zmultiplikowanie jaźni obserwujemy w ich działaniu. Oto Jan Paweł II ( przyp. Papież kościoła rzymsko-katolickiego ) tak często przywoływany jak tylko zbawcy pragną powiedzieć ,,JP2 był za tym a może i za tamtym'' i osiągnąć tym samym nędzny cel, jest zapominany gdy trzeba umieścić w preambule UE słów o chrześcijańskim rodowodzie Europy. Gdy Kaczyński mówi o Chinach, zbawcy przypisują prezesowi działalność agenturalną, ale zapominają dodać iż największe województwa dzisiejszego kołchozu mają w tym kraju potężne inwestycje. Jak zbawcy wspominają o traktacie lizbońskim to słodko pierdzą o śp. Lechu Kaczyńskim, ale do wczoraj był przecież dla nich kartoflem. Przykładów można mnożyć bez końca, choćby ostatni z sejmu, porównanie planu budżetu na rok 2012 z Biblią ( JanuszJerzy, trzeba było powołać się nie na Biblię lecz na Talmud i jego szczególnie ważne zapisy dotyczące spraw ekonomicznych, najważniejsze dla ,,Polaków''  :
  1. Żydzi mają okradać i zabijać Gojów:
    Sanhedrynu 57a.
    Kiedy Żyd zamorduje goja ("Cuthean"), nie będzie żadnej kary śmierci. Jak Żyd ukradnie od goja, może sobie zatrzymać.
  2. Jest w porządku oszukać Gojów:
    Sanhedrynu 57a. 
    Żyd nie musi zapłacić gojowi ("Cuthean") zapłaty, której był mu winny za pracę.
  3. Baba Kamma 37b.
    Goje są poza ochroną prawa i Bóg "wystawił ich pieniądze Izraelowi".
  4. Moed Kattan 17a.
    Jeżeli Żyd jest skuszony by czynić źle, powinien pojechać do miasta tam, gdzie nie jest znany i tam robić źle.
  5. Żydzi mogą okłamywać gojów:
    Baba Kamma 113a.
    Żydzi mogą użyć kłamstw ("wybiegów") by oszukać goja.
)

Faryzeusze wiją się jak piskorze aby przekonać nas, masy ludowe, do dobrowolnego oddania woli o własnym stanowieniu. Dzisiaj palec, jutro już cała ręka. Trzeba powiedzieć jasno, chcą nas ubezwłasnowolnić, pozbawić oznak jakiejkolwiek suwerenności w imię obiecywanych przysłowiowych ,,gruszek na wierzbie''. Tak perfidnych i obłudnych działań to nawet towarzysz Lenin, wiecznie podtrzymywany przy życiu dzięki ich zabiegom , nie byłby w stanie wyobrazić.
 PS. Trzy razy S, to proponowany przez towarzyszy nowy styl życia w UE, zastąpi on słynne TU I TERAZ ( stare hasło zbyt mocno kojarzyło się z bezwiednym zsikaniem się ) :
1. Szwindel
2. Szmal
3. Skandal

wtorek, 3 kwietnia 2012

Tusk traktuje polskie kobiety jak szmatę

Koniecznie wielokrotnego użytku, co najmniej do 67 roku eksploatacji. Gospodarność Tuska polega na wykorzystaniu prostych narzędzi, jakimi są ludzie. Skomplikowane mechanizmy gospodarcze, polityka społeczna, polski interes na arenie międzynarodowej, to dla Tuska zbyt trudne do opanowania sprawy, czego prostym przykładem było wdrażanie reformy związanej z refundacją leków, czy też totalna wpadka polegająca na defraudacji polskiego majątku związanego z wdrażaniem e-dowodów i wiele innych nieudolnych działań, których jest bez liku.
Reforma emerytalna, jaką przygotowuje rząd, wpisuje się w całokształt prymitywizmu działania ekipy Tuska. Zabrać, zlikwidować, opodatkować, podnieść opłaty, zagonić dożywotnio do pracy, wyprzedać wszystko co się da, nakłamać ile wlezie, to jedyne metody proponowane przez Tuska – reasumując totalna destrukcja. Do tego dokładając pełną inwigilację społeczeństwa wszelkimi metodami ( ustawa o NIK, ACTA ) , Donald Tusk staje na czele przyszłego obozu zagłady polskiego społeczeństwa.
Nie czas i miejsce aby pouczać rząd i negocjować ze ścianą buty i oszustwa, gdyż bicie piany z oportunistami nic nie da. Dalsza zabawa w niespodzianki i prywatny folwark przydupasów Tuska, powinna zakończyć się rozgonieniem tego towarzystwa. Czym prędzej, tym mniejsze negatywne skutki wpuszczania w maliny społeczeństwa przez rząd Donalda Tuska. Jak wykazały doświadczenia ostatnich wydarzeń, ten upośledzony na narządy słuchu i wzroku człowiek, wymaga aby do niego przemówić głosem co najmniej kilku tysięcy osób. Tylko na taki głos Donald Tusk reaguje – podobnie jak stetryczały staruszek inwalida, do którego dociera tylko krzyk. Jednostka, kobieta, człowiek, stanowią dla Donalda Tuska statystykę procentową czyli mięso armatnie w realizacji nihilistycznych poglądów. Czas przerwać to odliczanie.

PS. Z ostatniego wystąpienia Donalda Tuska na temat emerytur :
,,
Mam matkę,
Mam domek drewniany .....'' ( czyli jednak nie będzie niczego )
w związku z tym mogę pozwolić na przeprowadzenie reform, których skutki, jak policzyli naukowcu z instytutu Judasza - prekursora Unii Wolności, Demokratycznej i innych ugrupowań do których należał także Tusk, ni mniej ni więcej są spełnieniem czarnej wizji wykończenia biologicznego narodu polskiego - planowanej liczby mieszkańców Polski ok. 25 mln.
o czym już onet nie wspomniał, co ma być w roku 2060.


czwartek, 22 marca 2012

Прокуратура РФ филиал в Варшаве

Paniczny strach NPW przed niezależnym i należytym zbadaniem zwłok, wyłączne kłamstwa osób odpowiedzialnych za podjęcie odpowiednich działań w sprawie tzw katastrofy w Smoleńsku, nakazują wyciągnąć następujące wnioski :


a) Polska jest kondominium Federacji Fałszu i nie jest w stanie prowadzić samodzielnie własnych badań w śledztwie.

b) Oszustwa przedstawicieli ówczesnych władz z 10.04.2010 oraz podstępne zabiegi w stosunku do rodzin osób poległych w tamtym zdarzeniu, przypominają stare wypróbowane metody stosowane przez Żydokomunistów.

Jedyną osobą odpowiedzialną za całokształt dzisiejszej sytuacji jest Donald Tusk, który zgodził się na taki przebieg procedowania. Niezależnie od tego, co faktycznie stało się w Smoleńsku 10.04.2010, bez niekonwencjonalnych działań rodzin zainteresowanych w tej sprawie, nigdy nie dowiemy się o jakichkolwiek szczegółach. Żadne działania prawne nie przyniosą pożądanych efektów.
Rodziny ofiar muszą zrozumieć fakt, że popełniły wielki błąd na samym początku ufając oszustom. Wówczas należało twardo postawić żądania prawidłowego zbadania sprawy bez jakichkolwiek kompromisów. Mimo najbardziej szczerych chęci pomocy w rozwikłaniu przyczyn tego zdarzenia, bez zbadania rzeczowych dowodów nikt nie jest w stanie dojść do prawdy.


Pan profesor Michael Baden nie wiedział, że w NPW nie pracują Matki Teresy, które poza spełnianiem ustawionych w specyficzny sposób formalnościami, chcą odkryć prawdę absolutną. Błędem kolejnym rodzin w tym przypadku było złożenie niewłaściwego wniosku do prokuratury, która miała w tym momencie prawo nie mieć ochoty na zezwolenie panu profesorowi na uczestnictwo w oglądaniu rozbieżności pomiędzy rzeczywistością a sowieckim protokołem dotyczącym tych lub innych zwłok.

środa, 7 marca 2012

Pies walił Palikotów

ACTA zaczęła się od Hitlera

Donald Tusk postanowił zadziałać na medium zwane internetem, jak Cyklon B, podpisując umowę z gangsterami i wyzyskiwaczami rodem z Marsa. Historia pokazała czym się kończy chęć opanowania świata i wzięcia za pysk jego mieszkańców.
Hitler, a właściwie ówcześni geszefciarze zaplanowali podbój świata przy pomocy wdrożenia tzw patentów, a co za tym idzie ściągania z debilków ciągłego haraczu. Jak zakończył się temat II wojny światowej, nie wszyscy dziś wiedzą. Właśnie ta niewiedza jest kultywowana do dnia dzisiejszego, aby w dogodnym momencie, spadkobiercy morderców i psychopatów, którzy przejęli cichcem schedę po twórcach faszyzmu, użyli podobnych metod opanowania dzisiejszego społeczeństwa w łagodniejszy sposób, z mydełkiem o zapachu ,,zielonego jabłuszka'' i innymi dennymi produktami, jak cała produkcja filmowa rodem z piekła Matki Marży.
ACTA nie ma nic wspólnego z prawami biednych autorów. ACTA to zapewnienie geszeftu w wydaniu faszystowskim dla osób, które przejęły w posiadanie kolportaż tych pomysłów. Nowa jakość internetu pozwala już dziś autorom na zarabianie kasy bez tych śmierdzących, knujących odwieczne spiski złodziei. Autorzy wszystkich krajów, łączcie się bez tych sukinsynów was okradających, odcinających wam resztki kuponów z waszej pracy. Ludzie zapłacą wam każde pieniądze, bez śmierdzących sponsorów. Geszefciarze niech wreszcie zaczną prawdziwą pracę, na początek np. w miejskich szaletach lub przy zbieraniu psich kup.
Przypomnienie historii powstania ACTA, z lat świetności Hitlera :







Od czasów II wojny nie wiele się zmieniło, doszło tylko słodkie pierdzenie Tuska.

Smoleński rebus - wersja 1

Na podstawie stenogramów rozmów z wieży, zeznań świadków, chronologii wydarzeń z raportu MAK oraz filmów śp. Koli i Wiśniewskiego, rysują się różne obrazy tego co się działo na smoleńskim teatrze działań wojennych. Przedstawię czas obejmujący od momentu destrukcji samolotu do sytuacji zastanej przez Sławomira Wiśniewskiego vel Śliwińskiego. Wydarzenia mają następujący przebieg :

10:41:05 Początek destrukcji samolotu, który opisuje por. Wosztyl. Od 10:41:00 narastające obroty silników do trzasków, huków i wybuchów do 10:41:05.
10:41:08 Samolot rozczłonkowany na liczne części spoczywa już na ziemi.
10:41:10 Autor filmu, Kola natychmiast reaguje na dźwięki i widok tego zdarzenia. Postanawia udać się na miejsce odległe o ok. 130m.
10:41:50 Po ok. 40 sekundach autor rozpoczyna nagrywanie filmu.
10:42:02 Słyszy głosy należące do rozbitków z samolotu, który spadł przed niecałą minutą. Do miejsca wypadku zbliża się jakaś ekipa, która nie jest bynajmniej w tym miejscu przypadkowo.
10:42:21 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu 101, PLF
10:42:22 Wieża kontroli lotów : Krasnokutcki zdaje sobie sprawę, że samolot spadł ( przeklina )
10:42:30 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu PLF 101
10:42:32 W trakcie obserwacji tylnej części wraku Kola nagle odwraca się mocno w lewo podnosząc aparat nieco w górę. Kieruje kamerą przez ok. 3 sekundy za podążającymi linami w kierunku salonki.
10:42:37 Po zbliżeniu lin w miejsce przebywania ekipy zabójców zaczynają podnosić się okrzyki. Kola natychmiast postanawia oddalić się z tego miejsca. Wycofuje się bardzo szybko nagrywając nadal.
10:42:40 Wieża kontroli lotów : Krasnokutcki prawdopodobnie dzwoni z tel. komórkowego w celu powiadomienia o ogłoszeniu alarmu oraz przekazuje informację dla ekipy z filmu Koli.
10:42:47 Kola słyszy pierwsze odgłosy przypominające strzały.
10:42:48 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu : PLF 101
10:42:49 Wieża kontroli lotów : Judin mówi : Upadł za bliższą na lewo od drogi.
10:42:51 Kola z wrażenia wypowiada słynne słowa ,,Ni chuja siebie'' oraz ukrywa się za drzewem. Na placu boju słychać przyspieszenie akcji – liczne głosy z podniesionym tonem.
10:42:56 Wieża kontroli lotów : Anonim mówi : Zaczął odchodzić na drugi i później przepadł.
10:43:02 Zamachowcy rozganiają gapiów ,,Wsie na zad''.
10:43:03 Wieża kontroli lotów : Plusnin uświadamia sobie, że spadł samolot ( przeklina )
10:43:09 Trzeci świadek zdarzenia woła dziadka i Kolę do opuszczenia miejsca ,,Otiec uchodzi otsiuda''.
10:43:14 Kola z wrażenia wypowiada raz jeszcze słowa pozdrowienia kierowane do zamachowców i kończy nagrywanie.
10:44:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:45:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:46:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:47:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:48:00 Akcja zespołu z filmu Koli kończy się po około pełnych sześciu minutach sprzątania terenu. Zamachowcy przechodzą do drugiego etapu. Przebierają się w białe fartuchy aby pod pozorem pełnienia funkcji medycznych ( eutanazja ) oddać w razie czego ostatnią przysługę potencjalnym żywym.
10:48:00 Wyjazd samochodu GAZ-4795 NPSG (3 ludzi) RPSB z lotniska Smoleńsk „Południowy” na lotnisko Smoleńsk „Północny”; W tym czasie Wierzchowski, Bahr oraz inni świadkowie na podstawie zeznań i licznych wywiadów stwierdzają, że zorientowali się iż coś się stało po ruchach Rosjan. Dotarcie do miejsca zdarzenia zajmuje im ok. 5 minut.
10:50:00  Wojskowa obsługa lotniska aresztuje ekipę polskich pilotów Jaka 40. Piloci Jaka nie widzą miejsca zdarzenia ani też nie mogą w żaden sposób ustosunkować się w zeznaniach do przebiegu dalszych działań na lotnisku. Są pilnowani w Jaku pod eskortą.
10:53:00  Świadek Wierzchowski dociera na miejsce zdarzenia. Widzi biegających po miejscu wypadku panów w białych fartuchach. Po bliżej nieokreślonym czasie pojawia się jednostka straży pożarnej ( minuta, dwie według zeznań ). Bardzo ważna informacja dotycząca wykonania połączenia telefonicznego z Sasinem potwierdzona jest bilingiem o 10:53 ( polski czas 8:53 ).
10:55:00  Przybycie na miejsce zdarzenia montera Wiśniewskiego. Wiśniewski rozpoczyna filmowanie w momencie gdy straż pojawiła się i rozpoczyna przygotowanie akcji gaśniczej.
10:55:00  Oficjalny czas przybycia pierwszego zespołu strażackiego z PCz-3, podano dwa strumienie GPS-600 (pianowe) i 2 strumienie SWP

Wnioski wynikające z przedstawionej akcji, zgodnej z raportem MAK :

a) Umiejscowienie filmu śp. Koli w przedziale zdarzeń opisanych przez MAK i świadków nie daje złudzeń iż był to przygotowany zamach.
b) Podważenie uczestnictwa w określonym powyżej czasie któregokolwiek ze świadków podważa raport MAK, który to określa ramy czasowe 10:41 – 10:55. Świadkowie nie mogą udokumentować swojej bytność na miejscu przed 10:50. Wiemy, że nie zobaczymy żadnych billingów z ich rozmów. Gdyby były, podważą raport MAK.
c) Czas od 6 do 8 minut bez udziału świadkówbył potrzebny grupie sprzątającej teren i został stosownie wypracowany przez uczestników na płycie lotniska i wieży.
d) Przyjęcie lub zanegowanie scenariusza filmu śp. Koli udowadnia zamach gdyż wiarygodność filmu polega na uchwyceniu wejścia ekipy po 30-40 sekundach od upadku samolotu. Ekipa musiała oczekiwać w okolicy miejsca zdarzenia od 100 do 150 metrów.
e) Świadkowie przypadkowi z filmu śp. Koli : dziadek, Kola, osoba przywołująca dziadka nigdy nie złożą już zeznań. Świadczy o tym wielokrotna reinkarnacja autora filmu, który występuje już kolejno pod trzecim nazwiskiem. Prokuratura nigdy nie znajdzie świadka pasującego do głosu autora tego filmu.
f) Zadaniem ekipy z filmu śp. Koli było dopilnowanie aby czasem ktoś nie przeżył po upadku. Jak wiemy wszyscy zginęli. Metoda dobicia rannych niekoniecznie polegała na oddaniu do ofiary strzału z broni palnej. Mogło to być skręcenie karku lub uderzenie odpowiednim narzędziem w głowę. Czyli normalne przyczyny występujące w momencie takiego wypadku. W celu dodatkowego zabezpieczenia pozbycia się rannych ekipa przeistoczyła się w ekipę panów w białych fartuchach, nigdzie nie opisanych w raporcie MAK przed godziną 10:55.
g) Ze względu na braki elementów kadłuba oraz innych ważnych składników wyposażenia samolotu zadaniem ekipy było ich pozyskanie. Rozdrobnienie części kadłuba, wskazujące na użycie materiałów wspomagających utratę spójności kadłuba lub użycie broni z zewnątrz, mogło być przeprowadzone poprzez ładunki których detonacja przypominała strzały. Widoczne liny na filmie służyły właśnie do wywiezienia interesujących elementów z miejsca zdarzenia.
h) Wiśniewski nie jest żadnym świadkiem w sprawie. Wskazywany czas rozpoczęcia filmu na 8:49 jest zmyślonym czasem gdyż burzyłby raport MAK. Dodatkowo ten właśnie czas służy do wywarcia wyłącznie wrażenia na widzach. Odgłosy strzelających sęków 9mm są montowane w celu wywarcia wrażenia, że widz słyszy to samo co na filmie Koli, tylko o 10:49. Te fakty, które są związane z godziną 8:49 nigdy nie zostaną wzięte pod uwagę w oficjalnym śledztwie.

Materiały źródłowe :
Film Wiśniewskiego vel Śliwiński ps. Moonwalker :
Film śp. Koli :

Wywiad z por. Wosztylem :
Wywiad z Wierzchowskim :

Wniosek końcowy jest prosty, raport MAK w każdej przyjętej postaci zarówno przy założeniu o jego prawdziwości jak też jego odrzuceniu, udowadnia zamach.

Zniknięcie części połączeń ze swojego bilingu zauważył też były urzędnik Kancelarii Prezydenta Marcin Wierzchowski, który był na lotnisku Siewiernyj w momencie katastrofy. – Według wykazu między godziną 8:50 a 11 mój telefon wykonał tylko cztery połączenia: o 8.53, 9.04, 9.56, 10.46. To o tyle dziwne, że w tym czasie rozmawiałem z wieloma osobami i korzystałem z roamingu. Miałem zarówno połączenia przychodzące, jak i wychodzące – mówi „Wprost".
Nawet manipulacja czasami w bilingach Wierzchowskiego nie pomoże obalić matactwa MAK i zamachu. Proszę sobie wyobrazić czasy 8.53, 9.04, 9.56, 10.46 w każdej strefie czasowej, czy to moskiewskiej czy warszawskiej. 8.53 lub 10.46, do wyboru i koloru oraz w zależności kto pyta o czas, zawsze te godziny nie będą zgadzać się z reżyserią MAK.

Uzupełniony raport MAK

Biorąc pod uwagę wyłącznie oficjalne dokumenty oraz znane wypowiedzi świadków z prasy i filmy z miejsca zdarzenia, ostatecznie wyłania się następujący obraz zamachu ( biorąc także za prawdziwe wszystkie zapisy czarnych skrzynek i nagranych rozmów ) :
  1. Odpowiednie naprowadzanie.
Na podstawie stenogramów rozmów z wieży kontroli lotów można wyciągnąć jeden podstawowy wniosek : wszystkie samoloty lądujące w dniu 10.04.2010 na lotnisku w Smoleńsku były źle naprowadzane. Sam raport MAK tego nie ukrywa i uznaje, że podawane przez kontrolerów odległości były z wyprzedzeniem ok. 500m.
,,Obliczenia wykazały, że informacje kontrolera dla załogi o odległości do pasa ( 8, 6, 4, 3 i 2 km) podawane były z wyprzedzeniemśrednio o 500 metrów.'' raport wersja polska str. 173,
,,Estimations revealed that the information about distance to runway threshold (8, 6, 4, 3 and 2 km) was given by the controller to the crew about 500 m earlier in the average. '' raport wersja ang. str. 154.
Dokładna analiza pierwszych lądowań z owego dnia obrazuje dziwne zjawisko, mianowicie kontrolerzy podając określone odległości od początku pasa, w szczególności 2 i 1 na kursie i ścieżce powinni byli zorientować się, że odczytywane odległości są złe. Pierwsze lądowanie Jaka-40 , str. 10-11 :
09:12:31 - 8 kilometrów
09:13:03 - podchodzicie do dalszej
09:13:37 - 4 na kursie i ścieżce
09:14:09 - 2 na kursie i ścieżce
09:14:22 - 1 na kursie i ścieżce
Licząc od 8km do 1km, średnio jeden kilometr Jak-40 przebywał w ok. 15 sekund. To jest wartość szacunkowa i nie należy brać tej liczby jako wyrocznia. Tu chodzi o wartość szacunkową dająca wyłącznie obraz. Ostatnie 1000m samolot przebywa w czasie 13 sekund. Sekunda w lewo czy w prawo nie ma znaczenia. Co dzieje się dalej :
09:14:38 - (przeklina) konieczne odejście
09:14:41 - Odejdź na drugi krąg !!!
09:14:44 - niezrozumiałe
09:15:01 - niezrozumiałe
09:15:06 - Lądowanie …...
Od czasu 14:22 upływa 15 sekund co daje 14:37. Gdy mija ten czas, kontrolerzy przeklinają (14:38), nie widząc samolotu. O 14:44 prawdopodobnie, dopiero w tym momencie lub później zauważają samolot i widzą przyziemienie Jaka-40. Po tym lądowaniu kontrolerzy powinni zorientować się, że przyrządy źle pokazują odległość nadlatującego samolotu. Przekleństwo świadczy o tym, że wieża spodziewała się właśnie w tym momencie ujrzeć samolot nad progiem pasa. A tu nic.
Dokładnie można stwierdzić ten fakt przy pierwszym lądowaniu Iła-76. Dalej żadnych reakcji kontrolerów. Moim zdaniem, powodem podawania złych odległości był źle skalibrowany RSL.
Bez względu na przyczynę takiej pracy kontrolerów, oni sami wyrażali zdziwienie długim oczekiwaniem na samoloty po przekroczeniu ,,1km'' od pasa. Mogą być wyłącznie dwa powody takiej pracy :
a) zatrudnieni w tym dniu kontrolerzy byli świadomi powyższych zjawisk, ale dobrze odgrywani swoją rolę ( brak zapisu video z wieży ).
b) zostali tak dobrani, aby nie mogli zorientować się, że RSL jest źle skalibrowany w tym dniu.
Bez względu na powód, działania te były zaplanowane aby osiągnąć dodatkowy efekt ,,znieczulenia'' pilotów.

       II. Ostatnia faza lotu.

Świadomość pilotów co do położenia od początku pasa jest idealna jak zegarek szwajcarski ( kierując się komendami z wieży ). Świadczą o tym następujące zdarzenia :
10:40:38,7 – Wieża : 2 na kursie i ścieżce
10:40:49,2 kpt. Protasiuk : Odchodzimy.
Oto mija 10 sekund od momentu ,,2 km'' zaoferowanego przez wieżę, pilot reaguje wręcz instynktownie, wie że musi podjąć decyzję i wykonać jakiś manewr, gdyż powinien znajdować się w tym momencie praktycznie nad bliższą radiolatarnią, a przynajmniej w zasięgu jej markera. Podejmuje natychmiast decyzję o odejściu.
10:40:49,2 kpt. Protasiuk : Odchodzimy. W tym momencie wciska klawisz ,,Uchod''.
10:40:50,5 2 pilot : Odchodzimy. Potwierdza decyzję kapitana.
10:40:51,5 Sygnał dźwiękowy, F=400 Hz.. (Wysokość niebezpieczna).
Od momentu wciśnięcia klawisza ,,Uchod'' do rozpoczęcia ciągłego sygnału dźwiękowego mija ok. 2 sekundy. Z filmu szkoleniowego na Tu154M :
od momentu 9:01 do 9:05 widać i słychać jak działa klawisz ,,Uchod''. Po wciśnięciu przycisku, dźwignie idą do góry i po dwóch sekundach rozbrzmiewa sygnalizacja o takim samym sygnale jak z prezentacji MAK po komendzie ,,Odchodzimy''.
Jak to wygląda w zestawieniu łącznie, film szkoleniowy ze śmiertelnym lotem Tu154M :



(podziękowanie za zmontowanie filmu dla blogerki : Kwiecień )
Tu, w tym miejscu, jest dowód zbrodni jakiej dopuścił się ktoś, kto zrobił pilotów w bambuko. Otóż, po wciśnięciu klawisza ,,Uchod'', po ok. 1.5-2 sekundy , piloci myślą, że właśnie działa procedura odejścia. Mijają kolejne cenne ok. 4 sekundy, kapitan z niewyobrażalną dokładnością wyczucia czasu i zdarzeń, stwierdza brak działania procedury ,,Uchod'' i podejmuje działania ręcznego ratowania samolotu. Jak wiadomo, we wszelkich wskazaniach pracy urządzeń nie widać działania procedury automatycznego odejścia, a piloci są uśpieni sygnałem 400Hz.

    III. Kwadrans od momentu upadku.

Poprzednia notka na temat tego przedziału czasowego :
zawiera w stu procentach zgodne zestawienie czasów poszczególnych zjawisk, zgodne z zeznaniami : Wosztyla, Wierzchowskiego, raportu MAK, filmu Koli, filmu Wiśniewskiego.
Nie zawiera jednak jednego, najważniejszego faktu, który jest widoczny na filmie Koli, potwierdzenia zamachu dokonanego na polskim Tu154M. Nie to, co widać jest dowodem lecz to, czego właśnie nie widzimy na filmie Koli. Jest to fakt niezaprzeczalny, że na tym filmie, nagranym po 40-60 sekundach po upadku samolotu, nie widać pożaru części samolotu !! Widać wyłącznie dwa ogniska zapalne resztek paliwa ( ze dwa wiadra palące się przy zawartości zbiorników 13800 litrów w momencie zdarzenia ). Zamach jest udowodniony poprzez dwa fakty :
a) brak pożaru, spowodowany wybuchem na pokładzie Tu154 takiego środka, który pochłonął w reakcji wybuchowej cały tlen nie dając możliwości zapalenia się jakimkolwiek częściom wraku.
b) dziwni ludzie na miejscu zdarzenia, którzy przystępują do akcji po ok. 30-60 sekundach od momentu wybuchu. Musieli tam stać i czekać na to zjawisko, gdyż przybyli od strony lotniska z odległości od miejsca zdarzenia nie większej niż 200m ( podobnie jak Kola z odległości ok. 150m ).
Bez filmu Koli nikt nie byłby w stanie wyobrazić tego, jak wyglądało pobojowisko po upadku. Przekaziory serwowały nam o gaszeniu jakiegoś pożaru, strażach pożarnych, akcjach ratunkowych, a tam nic takiego nie wydarzyło się, tam nie było żadnego pożaru. Film Koli, który ukazał się w internecie po dwóch dniach od zamachu, stanowi przełom w sposobie prowadzenia dalszych czynności ,,śledczych''. Ten fakt podkreśla wagę filmu Koli, zaznaczam – nie to co widać, tylko to czego nie widać na tym filmie, jest ważne.

Wniosek z zaistniałych zdarzeń nasuwa się sam :
a) Nikt inny, tylko odpowiedzialny za całą akcję, płk Nikołaj Krasnokutski, wynagrodzony za skutecznie przeprowadzoną akcję stopniem generała, powiedział :
10:26:17 Krasn.: Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów bez gadania... (…)
b) złe naprowadzanie z wyprzedzeniem o ponad 500m celem zmylenia świadomości pilotów o pozycji samolotu względem początku pasa i wpuszczenie ich w charakterystyczny kanał jaru ( znany z wcześniejszych ,,błędów'' pilotów tam lądujących z efektem katastrofalnym. Prawdopodobnie zdarzenie z wypadku w Smoleńsku sprzed dziesięciu lat posłużyły do skręcenia scenariusza z 10.04.2010 r. ).
c) prawdopodobnie autopilot został przeprogramowany ,,fabrycznie'' na szybsze opadanie niż normalne. Widać to poprzez większy kąt opadania niż powinien.
d) źle funkcjonująca bliższa radiolatarnia, o czym wspominał Wosztyl. Celem takiego działania był kolejny element rozproszenia uwagi pilotów, zajęcia ich choćby na chwilę zastanowienia.
e) sprzęgnięta procedura sygnalizacji wysokości decyzji 100m ze skutkiem działania przycisku ,,Uchod'', sprawiająca wrażenie działania procedury odejścia. Występujący sygnał na 60m nie jest wynikiem przestawienia go ze 100 na 60, tylko celowego działania przygotowanej automatyki. Piloci określili swoje ustawienie wydając taką komendę :
10:10:07,2 RW, nastawniki. RW.
10:10:10,6 KPT 100 metrów.
Działanie sygnału RW było sprzęgnięte z funkcją ,,Uchod'' celem uzyskania ,,prawdziwości'' jej działania. Należy dodać, iż piloci wcześniej określili sposób odejścia :
10:32:55,8 kpt. Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie.
10:32:58,8 inż. W automacie.
f) przycisk ,,Uchod'' lub sygnał markera bliższej radiolatarni uruchomił odliczanie do detonacji ładunków, które dały o sobie znać po kilku sekundach. W stenogramach z wieży czytamy :
10:42:38: Nieznana osoba (NO): Dowiedz się przynajmniej, doleciał czy nie do radiolatarni, gdzie on jest.
-bo przecież miał tam spaść- wystarczy dodać do wypowiedzi anonimowej osoby z obsługi lotniska.
g) pozostałe fakty i zdarzenia, właściwie wszystkie bez wyjątku, umacniają tylko powyższe tezy, wręcz je potęgują. Najważniejsze to natychmiastowe scedowanie winy na pilotów oraz zmasowany atak medialny we wszystkich światowych mediach.

Powyższe rozważania oparte są wyłącznie na faktach oraz dostępnej dokumentacji i stanowią podstawę do wszczęcia weryfikacji tezy głównej :
Zamachu dokonano poprzez manipulację przy ,,naprawianym'' autopilocie oraz przygotowaniu niekonwencjonalnego wybuchu.
Brak możliwości sprawdzenia powyższej tezy jest przyczynkiem do zbudowania oskarżenia wobec osób odpowiedzialnych za niemożność przeprowadzenia takiego dowodu, z powodu świadomego zacierania śladów lub braku podjęcia działań w celu ich zdobycia. O tym, że tych dowodów już nie ma, wszyscy wiemy. Do nich zaliczamy ślady wybuchu w tkankach wewnętrznych ofiar zamachu ( pilnie strzeżone przed możliwością analizy do momentu ich całkowitego rozkładu ) oraz zawartość pewnych urządzeń niestandardowych w kokpicie samolotu, których już nigdy nie zobaczymy.

Z faktami się nie dyskutuje !

Materiały :
Raport MAK :
Raport z wieży :
Inne materiały :
http://poljaczki.salon24.pl/292274,smolenski-rebus-wersja-1

markowski.salon24.pl/325752,to-byla-bomba-mowia-wybitni-profersorowie
contessabalcanese.salon24.pl/326359,z-czym-spieszy-sie-donald-tusk-czyli-tonacy-brzytwy-sie-chwyt

Odejść albo odejść, eksperyment Tu154M-102

Na podstawie stenogramów rozmów ( CVR ) oraz parametrów lotu ( FDR ) i licznych doniesień medialnych rysuje się obraz zachowania pilotów lotu PLF101 z 10.04.2010. Jak ten rys wygląda w najbardziej newralgicznym momencie lotu, na odcinku od 10 kilometra do miejsca upadku :

a) Piloci włączają sterowanie automatem i nie wiedzą, że ustawienie klap na 36 powoduje zwiększenie wysokości i wejście ponad ścieżkę. W odległości 9km samolot znajduje się ponad 90m nad ścieżką, załoga zajmuje się w tym czasie klapami, światłami, innymi słowy mają kupę rzeczy do zrobienia, na przyrządy w tym czasie nie zwracają uwagi. Podawane wówczas przez pilotów prędkości pochodzą z momentu odczytywania ich z instrukcji technicznej lotu Tu154M, nie zaś z przyrządów, gdyż różnią się od rzeczywistych, zarejestrowanych w FDR jako wykres IAS. Prędkość IAS zgadza się w stu procentach z prędkością GS dla przelotu pomiędzy radiolatarniami a tym samym to o czym mówili piloci nie mogło być odczytane z przyrządów bo takich prędkości nigdzie nie było widać, oczywiście poza instrukcją na papierze.

b) Rysunek 46 wersja ang raportu MAK przedstawia zły wpływ ukształtowania terenu na pracę automatu ( rozkołysanie toru lotu ), ale piloci o tym nie wiedzą i lecą sobie dalej. Prawdopodobnie pierwszy raz lecą na tak przygotowanej konfiguracji, specjalnie dla tego miejsca i jednorazowego lotu w tym dniu.

c) Punkty kontrolne w postaci korelacji odległości podawanych z wieży i odpowiednich wymaganych wysokości w tych odległościach, są zupełnie ignorowane, bo kto by w czasie lotu obserwował przyrządy, lecimy dalej.

d) Odchylenia od kursu, zbyt duża prędkość pionowa oraz zbyt duże wysokości w punktach 8,6,4,2 km zupełnie nie interesują pilotów, gdyż właśnie piją poranną kawę. W końcu od czego jest piąty pilot, o imieniu Auto ( to ta osoba, której nie można było w żaden sposób zidentyfikować genetycznie po bardzo długich poszukiwaniach i przekopaniu ponad jeden metr ziemi w miejscu zdarzenia. Okazuje się iż był to obcy na pokładzie, gdyż pochodził z innego samolotu o numerze bocznym 102, stąd taki brak korelacji pomiędzy pilotami ).

e) W okolicy dalszej, prawdopodobnie kapitan, nie ma gdzie wsadzić rąk i postanawia pobawić się w przestawienie ciśnienia w barowysokościomierzu, bo w końcu jest to bezużyteczny przyrząd w procesie lądowania. Ponoć tak uczą we wszystkich szkołach a kapitan nawet tego nie zdążył się nauczyć, że trzeba takie urządzenie olać. Zrobił to chyba poprzez dedukcję. W końcu jest się debeściakiem. ( w międzyczasie odszyfrowano fragment stenogramu ,,kpt: Basiu proszę kawkę, może być sypana'' ).

f) Idąc tokiem myślowym z e) mimo tego, że co innego się mówi, co innego się robi (nauka płynie z góry) kapitan postanawia przestawić po cichu, aby nikt nie zauważył, sygnał DH na radiowysokościomierzu ze 100m na 60m. A co tam, po co ma wyć tak wcześnie - pomyślał kapitan.

g) Ponieważ cała załoga była mocno zestresowana przymusową pracą w sobotę, nie widziała co dzieje się na przyrządach. Może i mówili coś tam, ale niestety szum silników oraz wysoka częstotliwość prądu w Moskwie, miały większe natężenie niż ich mamrotanie pod nosem, stąd brak ich reakcji w stenogramach.

h) W tak luźnej atmosferze zbliżamy się do okolic 2km, kapitan osaczony przez mgłę i przyjemny zapach kawy, myśli sobie ,,co tu zrobić, odejść albo odejść'', co w świetle przedstawionego raportu zabrzmiało prawie jak słowa Williama Shakespeare. Jest to dla niego poważny dylemat, mijają około dwie sekundy, kapitan postanawia że ,,Odejdą'' i nieśmiało, z pewnym zamysłem i jeszcze sekundowym zastanowieniem wypowiada słowa : ,,Nic nie widać, odchodzimy''. No tak, słowo się rzekło, ale cholera jak to zrobić, zaraz, czy przycisk ,,Uchod'' zadziała teraz, czy jak powiedział Edmund Klich gdy nie ma ILS to nie zadziała. E tam, zobaczymy co będzie jak go wcisnę. Pozostali koledzy pomyśleli sobie, że skoro kapitan powiedział, to tak zrobił. Ok. czekamy jak zareaguje tutka. Mija sekunda, dwie, trzy, leci jak leci, jakoś to będzie. W międzyczasie łyk kawki, spojrzenie przez okno - duża ta mgła, jak budyń - pomyślał kapitan.

i) Fakt, że tak było nie ulega żadnych wątpliwości, gdyż nieubłagane oko Biga Bradera w postaci pokładowego FDR nie zanotował absolutnie żadnego wpływu pilotów na pracę urządzeń, no może trochę wolancik i dźwignie gazu drgnęły ale bardziej w celach estetycznych. Jednym słowem leci się.

j) Po upływie koszmarnie długiego czasu, bo jest to ok. 9 sekund od podjęcia rozważań kapitana na temat automatycznego ,,Odejścia'', drugi pilot myśli sobie, że coś tu chyba jest nie tak. Bo skoro był wciśnięty ,,Uchod'' to z doświadczenia i wiedzy nabytej na wykładach, po 4-6 sekundach był zawsze odczuwalny taki przyjemny stan lekkiego wgniecenia w fotelik. A tu kicha, nic się nie dzieje. A może tak samemu coś z tym zrobić i mówi ,,Odchodzimy''. Z lekką nieśmiałością chwyta za wolant ( po odstawieniu filiżanki kawy ) i bardzo, ale to bardzo lekusieńko postanawia pociągnąć go do siebie, chociaż o parę stopni, prawie jak przy lądowaniu. Coś tam drgnęło, ale ponieważ nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na fakt dużej prędkości opadania ( a po jaką cholerę, przecież ma się automat i obserwacja przyrządów nie jest potrzebna) samolot znalazł się blisko ziemi.

k) W tym czasie kapitan był zauroczony wspaniałym widokiem, gęstej jak zupa, mgły. To niesłychanie rzadka sprawa oglądać takie widoki, nie mógł sobie odpuścić takiej przyjemności. Ponieważ to oglądanie i podziwianie mgły trwało 16 sekund, czas zobaczyć co się dzieje za sterami. W tym momencie jak grom z jasnego nieba ujrzał grunt pod nogami. Natychmiast pociąga wolant do siebie na maksa i przypomina sobie, że klawisz ,,Uchod'' nie działa bez ILS. O jasna cholera, do siebie i od siebie, tak jak w automatach samochodowych zmuszanie maszyny do obniżenia biegu, pociąga kapitan za wolant. Zapada totalna cisza, milczenie, nikt nie wie co się dzieje. Przecież było tak wspaniale, kawka, piękna mgła a tu raptem brzoza ( oddalona o 70 metrów od osi pasa, posadzona przed 70 laty przez Stalina, specjalnie przygotowana na obchody 70 rocznicy Katynia, powinna być praktycznie ominięta w odległości ok. 70 metrów od normalnego toru lotu samolotu ) urywa słuszny kawałek skrzydła i jeszcze tak szarpie samolot do siebie, że zmienia w przedziwny sposób tor lotu oraz zmusza do wykonania rotacji. Kapitan dodatkowo postanawia zrobić unik przed następnymi brzozami, które wyrosły jak grzyby po deszczu, na ich torze lotu. Szczególnie ten moment MAK nie omieszkał zamieścić w swoim raporcie, gdyż był to dla nich jeden z najważniejszych elementów całej układanki, bo inne drzewa w które samolot uderzał są mniej ważne i nie zostały wspomniane. Nie to, co zostało uszkodzone, tylko to co zostało ominięte, stało się ważne na drodze samolotu. Pozostałe drzewa jako zbędne postanowiono spalić.

,,Odnalezione fragmenty i ich wzajemne położenie pozwalają wywnioskować, że w wyniku zderzenia z drzewem nastąpiło zniszczenie konstrukcji skrzydła z oddzieleniem lewej części OczK (długości około 6,5m) z następującym gwałtownym przechyleniem samolotu w lewo,co potwierdza brak uszkodzeń drzew z lewej strony kursu lotu bezpośrednio za brzozą oraz dalszym odchyleniem samolotu w lewo.''

Drugi pilot znowu z pewną nieśmiałością i poprawnością, polityczną też, postanawia wyrazić swój pogląd na zaistniałą sytuację i wypowiada magiczne hasło z filmu ,,Seksmisja''. Hasło nie działa, samolot przekręca się jak fruwający spodek do góry nogami i zmierza nieubłaganie w kierunku ziemi.

Mimo wszelkich prawideł fizyki i chóralnego wypowiadania wspomnianego hasła, samolot zgodnie z instrukcją MAK, roztrzaskuje się w drobny mak.



Podsumowując ten fragment lotu, piloci :

a) Nie znali zachowania maszyny i sprawiali wrażenie jakby pierwszy raz lecieli tym samolotem.

b) Wykazali się brakiem zainteresowania wszelkimi możliwymi przyrządami jakie miał samolot na pokładzie.

c) Kłamliwie podawali prędkość samolotu i wysokości z radiowysokościomierza oraz oszukiwali wypowiadając słowa komend , których później nie realizowali.

d) Manipulowali przy urządzeniach pokładowych, psując ich dobre ustawienia.

Dodatkowo ważnym elementem był aspekt psychologiczny tego lotu. Sprawa nacisków. Szanowni Państwo, któż by nie poddał się tak potwornej lawinie nacisków. Biorąc pod uwagę iż wszelkie media , bo oznak nacisków w stenogramach jednak brakuje, z niewyobrażalnym naciskiem mówiły o naciskach, kapitan nie miał wyboru. Musiał poddać się i zachować się zgodnie z życzeniem większości. Uległ naciskom mediów i postanowił czuć się bardzo źle. Wyraził to właśnie brakiem zainteresowania lotem. Kapitan nie zawiódł głównych stacji telewizyjnych oraz najważniejszych organów prasowych.

Niestety, tak było do wczoraj. Po przeprowadzonych eksperymentach z Tu154M-102 okazuje się, że argument zmyślonego sposobu użycia funkcji ,,Uchod'' został obalony. Coraz bardziej przybliżamy się do potwierdzenia innej hipotezy zakończenia tego lotu niż przedstawionej w raporcie MAK oraz w licznych publikacjach poszukiwaczy psychopatycznych zachowań załogi.