Paniczny strach NPW przed niezależnym i należytym zbadaniem zwłok, wyłączne kłamstwa osób odpowiedzialnych za podjęcie odpowiednich działań w sprawie tzw katastrofy w Smoleńsku, nakazują wyciągnąć następujące wnioski :
a) Polska jest kondominium Federacji Fałszu i nie jest w stanie prowadzić samodzielnie własnych badań w śledztwie.
b) Oszustwa przedstawicieli ówczesnych władz z 10.04.2010 oraz podstępne zabiegi w stosunku do rodzin osób poległych w tamtym zdarzeniu, przypominają stare wypróbowane metody stosowane przez Żydokomunistów.
Jedyną osobą odpowiedzialną za całokształt dzisiejszej sytuacji jest Donald Tusk, który zgodził się na taki przebieg procedowania. Niezależnie od tego, co faktycznie stało się w Smoleńsku 10.04.2010, bez niekonwencjonalnych działań rodzin zainteresowanych w tej sprawie, nigdy nie dowiemy się o jakichkolwiek szczegółach. Żadne działania prawne nie przyniosą pożądanych efektów.
Rodziny ofiar muszą zrozumieć fakt, że popełniły wielki błąd na samym początku ufając oszustom. Wówczas należało twardo postawić żądania prawidłowego zbadania sprawy bez jakichkolwiek kompromisów. Mimo najbardziej szczerych chęci pomocy w rozwikłaniu przyczyn tego zdarzenia, bez zbadania rzeczowych dowodów nikt nie jest w stanie dojść do prawdy.
Pan profesor Michael Baden nie wiedział, że w NPW nie pracują Matki Teresy, które poza spełnianiem ustawionych w specyficzny sposób formalnościami, chcą odkryć prawdę absolutną. Błędem kolejnym rodzin w tym przypadku było złożenie niewłaściwego wniosku do prokuratury, która miała w tym momencie prawo nie mieć ochoty na zezwolenie panu profesorowi na uczestnictwo w oglądaniu rozbieżności pomiędzy rzeczywistością a sowieckim protokołem dotyczącym tych lub innych zwłok.
Donald Tusk postanowił zadziałać na medium zwane internetem, jak Cyklon B, podpisując umowę z gangsterami i wyzyskiwaczami rodem z Marsa. Historia pokazała czym się kończy chęć opanowania świata i wzięcia za pysk jego mieszkańców.
Hitler, a właściwie ówcześni geszefciarze zaplanowali podbój świata przy pomocy wdrożenia tzw patentów, a co za tym idzie ściągania z debilków ciągłego haraczu. Jak zakończył się temat II wojny światowej, nie wszyscy dziś wiedzą. Właśnie ta niewiedza jest kultywowana do dnia dzisiejszego, aby w dogodnym momencie, spadkobiercy morderców i psychopatów, którzy przejęli cichcem schedę po twórcach faszyzmu, użyli podobnych metod opanowania dzisiejszego społeczeństwa w łagodniejszy sposób, z mydełkiem o zapachu ,,zielonego jabłuszka'' i innymi dennymi produktami, jak cała produkcja filmowa rodem z piekła Matki Marży.
ACTA nie ma nic wspólnego z prawami biednych autorów. ACTA to zapewnienie geszeftu w wydaniu faszystowskim dla osób, które przejęły w posiadanie kolportaż tych pomysłów. Nowa jakość internetu pozwala już dziś autorom na zarabianie kasy bez tych śmierdzących, knujących odwieczne spiski złodziei. Autorzy wszystkich krajów, łączcie się bez tych sukinsynów was okradających, odcinających wam resztki kuponów z waszej pracy. Ludzie zapłacą wam każde pieniądze, bez śmierdzących sponsorów. Geszefciarze niech wreszcie zaczną prawdziwą pracę, na początek np. w miejskich szaletach lub przy zbieraniu psich kup.
Przypomnienie historii powstania ACTA, z lat świetności Hitlera :
Na podstawie stenogramów rozmów z wieży, zeznań świadków, chronologii wydarzeń z raportu MAK oraz filmów śp. Koli i Wiśniewskiego, rysują się różne obrazy tego co się działo na smoleńskim teatrze działań wojennych. Przedstawię czas obejmujący od momentu destrukcji samolotu do sytuacji zastanej przez Sławomira Wiśniewskiego vel Śliwińskiego. Wydarzenia mają następujący przebieg :
10:41:05 Początek destrukcji samolotu, który opisuje por. Wosztyl. Od 10:41:00 narastające obroty silników do trzasków, huków i wybuchów do 10:41:05.
10:41:08 Samolot rozczłonkowany na liczne części spoczywa już na ziemi.
10:41:10 Autor filmu, Kola natychmiast reaguje na dźwięki i widok tego zdarzenia. Postanawia udać się na miejsce odległe o ok. 130m.
10:41:50 Po ok. 40 sekundach autor rozpoczyna nagrywanie filmu.
10:42:02 Słyszy głosy należące do rozbitków z samolotu, który spadł przed niecałą minutą. Do miejsca wypadku zbliża się jakaś ekipa, która nie jest bynajmniej w tym miejscu przypadkowo.
10:42:21 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu 101, PLF
10:42:22 Wieża kontroli lotów : Krasnokutcki zdaje sobie sprawę, że samolot spadł ( przeklina )
10:42:30 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu PLF 101
10:42:32 W trakcie obserwacji tylnej części wraku Kola nagle odwraca się mocno w lewo podnosząc aparat nieco w górę. Kieruje kamerą przez ok. 3 sekundy za podążającymi linami w kierunku salonki.
10:42:37 Po zbliżeniu lin w miejsce przebywania ekipy zabójców zaczynają podnosić się okrzyki. Kola natychmiast postanawia oddalić się z tego miejsca. Wycofuje się bardzo szybko nagrywając nadal.
10:42:40 Wieża kontroli lotów : Krasnokutcki prawdopodobnie dzwoni z tel. komórkowego w celu powiadomienia o ogłoszeniu alarmu oraz przekazuje informację dla ekipy z filmu Koli.
10:42:47 Kola słyszy pierwsze odgłosy przypominające strzały.
10:42:48 Wieża kontroli lotów : Plusnin woła do mikrofonu : PLF 101
10:42:49 Wieża kontroli lotów : Judin mówi : Upadł za bliższą na lewo od drogi.
10:42:51 Kola z wrażenia wypowiada słynne słowa ,,Ni chuja siebie'' oraz ukrywa się za drzewem. Na placu boju słychać przyspieszenie akcji – liczne głosy z podniesionym tonem.
10:42:56 Wieża kontroli lotów : Anonim mówi : Zaczął odchodzić na drugi i później przepadł.
10:43:02 Zamachowcy rozganiają gapiów ,,Wsie na zad''.
10:43:03 Wieża kontroli lotów : Plusnin uświadamia sobie, że spadł samolot ( przeklina )
10:43:09 Trzeci świadek zdarzenia woła dziadka i Kolę do opuszczenia miejsca ,,Otiec uchodzi otsiuda''.
10:43:14 Kola z wrażenia wypowiada raz jeszcze słowa pozdrowienia kierowane do zamachowców i kończy nagrywanie.
10:44:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:45:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:46:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:47:00 Akcja zespołu z filmu Koli.
10:48:00 Akcja zespołu z filmu Koli kończy się po około pełnych sześciu minutach sprzątania terenu. Zamachowcy przechodzą do drugiego etapu. Przebierają się w białe fartuchy aby pod pozorem pełnienia funkcji medycznych ( eutanazja ) oddać w razie czego ostatnią przysługę potencjalnym żywym.
10:48:00 Wyjazd samochodu GAZ-4795 NPSG (3 ludzi) RPSB z lotniska Smoleńsk „Południowy” na lotnisko Smoleńsk „Północny”; W tym czasie Wierzchowski, Bahr oraz inni świadkowie na podstawie zeznań i licznych wywiadów stwierdzają, że zorientowali się iż coś się stało po ruchach Rosjan. Dotarcie do miejsca zdarzenia zajmuje im ok. 5 minut.
10:50:00 Wojskowa obsługa lotniska aresztuje ekipę polskich pilotów Jaka 40. Piloci Jaka nie widzą miejsca zdarzenia ani też nie mogą w żaden sposób ustosunkować się w zeznaniach do przebiegu dalszych działań na lotnisku. Są pilnowani w Jaku pod eskortą.
10:53:00 Świadek Wierzchowski dociera na miejsce zdarzenia. Widzi biegających po miejscu wypadku panów w białych fartuchach. Po bliżej nieokreślonym czasie pojawia się jednostka straży pożarnej ( minuta, dwie według zeznań ). Bardzo ważna informacja dotycząca wykonania połączenia telefonicznego z Sasinem potwierdzona jest bilingiem o 10:53 ( polski czas 8:53 ).
10:55:00 Przybycie na miejsce zdarzenia montera Wiśniewskiego. Wiśniewski rozpoczyna filmowanie w momencie gdy straż pojawiła się i rozpoczyna przygotowanie akcji gaśniczej.
10:55:00 Oficjalny czas przybycia pierwszego zespołu strażackiego z PCz-3, podano dwa strumienie GPS-600 (pianowe) i 2 strumienie SWP
Wnioski wynikające z przedstawionej akcji, zgodnej z raportem MAK :
a) Umiejscowienie filmu śp. Koli w przedziale zdarzeń opisanych przez MAK i świadków nie daje złudzeń iż był to przygotowany zamach.
b) Podważenie uczestnictwa w określonym powyżej czasie któregokolwiek ze świadków podważa raport MAK, który to określa ramy czasowe 10:41 – 10:55. Świadkowie nie mogą udokumentować swojej bytność na miejscu przed 10:50. Wiemy, że nie zobaczymy żadnych billingów z ich rozmów. Gdyby były, podważą raport MAK.
c) Czas od 6 do 8 minut bez udziału świadkówbył potrzebny grupie sprzątającej teren i został stosownie wypracowany przez uczestników na płycie lotniska i wieży.
d) Przyjęcie lub zanegowanie scenariusza filmu śp. Koli udowadnia zamach gdyż wiarygodność filmu polega na uchwyceniu wejścia ekipy po 30-40 sekundach od upadku samolotu. Ekipa musiała oczekiwać w okolicy miejsca zdarzenia od 100 do 150 metrów.
e) Świadkowie przypadkowi z filmu śp. Koli : dziadek, Kola, osoba przywołująca dziadka nigdy nie złożą już zeznań. Świadczy o tym wielokrotna reinkarnacja autora filmu, który występuje już kolejno pod trzecim nazwiskiem. Prokuratura nigdy nie znajdzie świadka pasującego do głosu autora tego filmu.
f) Zadaniem ekipy z filmu śp. Koli było dopilnowanie aby czasem ktoś nie przeżył po upadku. Jak wiemy wszyscy zginęli. Metoda dobicia rannych niekoniecznie polegała na oddaniu do ofiary strzału z broni palnej. Mogło to być skręcenie karku lub uderzenie odpowiednim narzędziem w głowę. Czyli normalne przyczyny występujące w momencie takiego wypadku. W celu dodatkowego zabezpieczenia pozbycia się rannych ekipa przeistoczyła się w ekipę panów w białych fartuchach, nigdzie nie opisanych w raporcie MAK przed godziną 10:55.
g) Ze względu na braki elementów kadłuba oraz innych ważnych składników wyposażenia samolotu zadaniem ekipy było ich pozyskanie. Rozdrobnienie części kadłuba, wskazujące na użycie materiałów wspomagających utratę spójności kadłuba lub użycie broni z zewnątrz, mogło być przeprowadzone poprzez ładunki których detonacja przypominała strzały. Widoczne liny na filmie służyły właśnie do wywiezienia interesujących elementów z miejsca zdarzenia.
h) Wiśniewski nie jest żadnym świadkiem w sprawie. Wskazywany czas rozpoczęcia filmu na 8:49 jest zmyślonym czasem gdyż burzyłby raport MAK. Dodatkowo ten właśnie czas służy do wywarcia wyłącznie wrażenia na widzach. Odgłosy strzelających sęków 9mm są montowane w celu wywarcia wrażenia, że widz słyszy to samo co na filmie Koli, tylko o 10:49. Te fakty, które są związane z godziną 8:49 nigdy nie zostaną wzięte pod uwagę w oficjalnym śledztwie.
Wniosek końcowy jest prosty, raport MAK w każdej przyjętej postaci zarówno przy założeniu o jego prawdziwości jak też jego odrzuceniu, udowadnia zamach.
Zniknięcie części połączeń ze swojego bilingu zauważył też były urzędnik Kancelarii Prezydenta Marcin Wierzchowski, który był na lotnisku Siewiernyj w momencie katastrofy. – Według wykazu między godziną 8:50 a 11 mój telefon wykonał tylko cztery połączenia: o 8.53, 9.04, 9.56, 10.46. To o tyle dziwne, że w tym czasie rozmawiałem z wieloma osobami i korzystałem z roamingu. Miałem zarówno połączenia przychodzące, jak i wychodzące – mówi „Wprost".
Nawet manipulacja czasami w bilingach Wierzchowskiego nie pomoże obalić matactwa MAK i zamachu. Proszę sobie wyobrazić czasy 8.53, 9.04, 9.56, 10.46 w każdej strefie czasowej, czy to moskiewskiej czy warszawskiej. 8.53 lub 10.46, do wyboru i koloru oraz w zależności kto pyta o czas, zawsze te godziny nie będą zgadzać się z reżyserią MAK.
Biorąc pod uwagę wyłącznie oficjalne dokumenty oraz znane wypowiedzi świadków z prasy i filmy z miejsca zdarzenia, ostatecznie wyłania się następujący obraz zamachu ( biorąc także za prawdziwe wszystkie zapisy czarnych skrzynek i nagranych rozmów ) :
Odpowiednie naprowadzanie.
Na podstawie stenogramów rozmów z wieży kontroli lotów można wyciągnąć jeden podstawowy wniosek : wszystkie samoloty lądujące w dniu 10.04.2010 na lotnisku w Smoleńsku były źle naprowadzane. Sam raport MAK tego nie ukrywa i uznaje, że podawane przez kontrolerów odległości były z wyprzedzeniem ok. 500m.
,,Obliczenia wykazały, że informacje kontrolera dla załogi o odległości do pasa ( 8, 6, 4, 3 i 2 km) podawane były z wyprzedzeniemśrednio o 500 metrów.'' raport wersja polska str. 173,
,,Estimations revealed that the information about distance to runway threshold (8, 6, 4, 3 and 2 km) was given by the controller to the crew about 500 m earlier in the average. '' raport wersja ang. str. 154.
Dokładna analiza pierwszych lądowań z owego dnia obrazuje dziwne zjawisko, mianowicie kontrolerzy podając określone odległości od początku pasa, w szczególności 2 i 1 na kursie i ścieżce powinni byli zorientować się, że odczytywane odległości są złe. Pierwsze lądowanie Jaka-40 , str. 10-11 :
09:12:31 - 8 kilometrów
09:13:03 - podchodzicie do dalszej
09:13:37 - 4 na kursie i ścieżce
09:14:09 - 2 na kursie i ścieżce
09:14:22 - 1 na kursie i ścieżce
Licząc od 8km do 1km, średnio jeden kilometr Jak-40 przebywał w ok. 15 sekund. To jest wartość szacunkowa i nie należy brać tej liczby jako wyrocznia. Tu chodzi o wartość szacunkową dająca wyłącznie obraz. Ostatnie 1000m samolot przebywa w czasie 13 sekund. Sekunda w lewo czy w prawo nie ma znaczenia. Co dzieje się dalej :
09:14:38 - (przeklina) konieczne odejście
09:14:41 - Odejdź na drugi krąg !!!
09:14:44 - niezrozumiałe
09:15:01 - niezrozumiałe
09:15:06 - Lądowanie …...
Od czasu 14:22 upływa 15 sekund co daje 14:37. Gdy mija ten czas, kontrolerzy przeklinają (14:38), nie widząc samolotu. O 14:44 prawdopodobnie, dopiero w tym momencie lub później zauważają samolot i widzą przyziemienie Jaka-40. Po tym lądowaniu kontrolerzy powinni zorientować się, że przyrządy źle pokazują odległość nadlatującego samolotu. Przekleństwo świadczy o tym, że wieża spodziewała się właśnie w tym momencie ujrzeć samolot nad progiem pasa. A tu nic.
Dokładnie można stwierdzić ten fakt przy pierwszym lądowaniu Iła-76. Dalej żadnych reakcji kontrolerów. Moim zdaniem, powodem podawania złych odległości był źle skalibrowany RSL.
Bez względu na przyczynę takiej pracy kontrolerów, oni sami wyrażali zdziwienie długim oczekiwaniem na samoloty po przekroczeniu ,,1km'' od pasa. Mogą być wyłącznie dwa powody takiej pracy :
a) zatrudnieni w tym dniu kontrolerzy byli świadomi powyższych zjawisk, ale dobrze odgrywani swoją rolę ( brak zapisu video z wieży ).
b) zostali tak dobrani, aby nie mogli zorientować się, że RSL jest źle skalibrowany w tym dniu.
Bez względu na powód, działania te były zaplanowane aby osiągnąć dodatkowy efekt ,,znieczulenia'' pilotów.
II. Ostatnia faza lotu.
Świadomość pilotów co do położenia od początku pasa jest idealna jak zegarek szwajcarski ( kierując się komendami z wieży ). Świadczą o tym następujące zdarzenia :
10:40:38,7 – Wieża : 2 na kursie i ścieżce
10:40:49,2 kpt. Protasiuk : Odchodzimy.
Oto mija 10 sekund od momentu ,,2 km'' zaoferowanego przez wieżę, pilot reaguje wręcz instynktownie, wie że musi podjąć decyzję i wykonać jakiś manewr, gdyż powinien znajdować się w tym momencie praktycznie nad bliższą radiolatarnią, a przynajmniej w zasięgu jej markera. Podejmuje natychmiast decyzję o odejściu.
10:40:49,2 kpt. Protasiuk : Odchodzimy. W tym momencie wciska klawisz ,,Uchod''.
10:40:50,5 2 pilot : Odchodzimy. Potwierdza decyzję kapitana.
od momentu 9:01 do 9:05 widać i słychać jak działa klawisz ,,Uchod''. Po wciśnięciu przycisku, dźwignie idą do góry i po dwóch sekundach rozbrzmiewa sygnalizacja o takim samym sygnale jak z prezentacji MAK po komendzie ,,Odchodzimy''.
Jak to wygląda w zestawieniu łącznie, film szkoleniowy ze śmiertelnym lotem Tu154M :
(podziękowanie za zmontowanie filmu dla blogerki : Kwiecień )
Tu, w tym miejscu, jest dowód zbrodni jakiej dopuścił się ktoś, kto zrobił pilotów w bambuko. Otóż, po wciśnięciu klawisza ,,Uchod'', po ok. 1.5-2 sekundy , piloci myślą, że właśnie działa procedura odejścia. Mijają kolejne cenne ok. 4 sekundy, kapitan z niewyobrażalną dokładnością wyczucia czasu i zdarzeń, stwierdza brak działania procedury ,,Uchod'' i podejmuje działania ręcznego ratowania samolotu. Jak wiadomo, we wszelkich wskazaniach pracy urządzeń nie widać działania procedury automatycznego odejścia, a piloci są uśpieni sygnałem 400Hz.
III. Kwadrans od momentu upadku.
Poprzednia notka na temat tego przedziału czasowego :
zawiera w stu procentach zgodne zestawienie czasów poszczególnych zjawisk, zgodne z zeznaniami : Wosztyla, Wierzchowskiego, raportu MAK, filmu Koli, filmu Wiśniewskiego.
Nie zawiera jednak jednego, najważniejszego faktu, który jest widoczny na filmie Koli, potwierdzenia zamachu dokonanego na polskim Tu154M. Nie to, co widać jest dowodem lecz to, czego właśnie nie widzimy na filmie Koli. Jest to fakt niezaprzeczalny, że na tym filmie, nagranym po 40-60 sekundach po upadku samolotu, nie widać pożaru części samolotu !! Widać wyłącznie dwa ogniska zapalne resztek paliwa ( ze dwa wiadra palące się przy zawartości zbiorników 13800 litrów w momencie zdarzenia ). Zamach jest udowodniony poprzez dwa fakty :
a) brak pożaru, spowodowany wybuchem na pokładzie Tu154 takiego środka, który pochłonął w reakcji wybuchowej cały tlen nie dając możliwości zapalenia się jakimkolwiek częściom wraku.
b) dziwni ludzie na miejscu zdarzenia, którzy przystępują do akcji po ok. 30-60 sekundach od momentu wybuchu. Musieli tam stać i czekać na to zjawisko, gdyż przybyli od strony lotniska z odległości od miejsca zdarzenia nie większej niż 200m ( podobnie jak Kola z odległości ok. 150m ).
Bez filmu Koli nikt nie byłby w stanie wyobrazić tego, jak wyglądało pobojowisko po upadku. Przekaziory serwowały nam o gaszeniu jakiegoś pożaru, strażach pożarnych, akcjach ratunkowych, a tam nic takiego nie wydarzyło się, tam nie było żadnego pożaru. Film Koli, który ukazał się w internecie po dwóch dniach od zamachu, stanowi przełom w sposobie prowadzenia dalszych czynności ,,śledczych''. Ten fakt podkreśla wagę filmu Koli, zaznaczam – nie to co widać, tylko to czego nie widać na tym filmie, jest ważne.
Wniosek z zaistniałych zdarzeń nasuwa się sam :
a) Nikt inny, tylko odpowiedzialny za całą akcję, płk Nikołaj Krasnokutski, wynagrodzony za skutecznie przeprowadzoną akcję stopniem generała, powiedział :
10:26:17 Krasn.: Doprowadzamy do 100 metrów, 100 metrów bez gadania... (…)
b) złe naprowadzanie z wyprzedzeniem o ponad 500m celem zmylenia świadomości pilotów o pozycji samolotu względem początku pasa i wpuszczenie ich w charakterystyczny kanał jaru ( znany z wcześniejszych ,,błędów'' pilotów tam lądujących z efektem katastrofalnym. Prawdopodobnie zdarzenie z wypadku w Smoleńsku sprzed dziesięciu lat posłużyły do skręcenia scenariusza z 10.04.2010 r. ).
c) prawdopodobnie autopilot został przeprogramowany ,,fabrycznie'' na szybsze opadanie niż normalne. Widać to poprzez większy kąt opadania niż powinien.
d) źle funkcjonująca bliższa radiolatarnia, o czym wspominał Wosztyl. Celem takiego działania był kolejny element rozproszenia uwagi pilotów, zajęcia ich choćby na chwilę zastanowienia.
e) sprzęgnięta procedura sygnalizacji wysokości decyzji 100m ze skutkiem działania przycisku ,,Uchod'', sprawiająca wrażenie działania procedury odejścia. Występujący sygnał na 60m nie jest wynikiem przestawienia go ze 100 na 60, tylko celowego działania przygotowanej automatyki. Piloci określili swoje ustawienie wydając taką komendę :
10:10:07,2 RW, nastawniki. RW.
10:10:10,6 KPT 100 metrów.
Działanie sygnału RW było sprzęgnięte z funkcją ,,Uchod'' celem uzyskania ,,prawdziwości'' jej działania. Należy dodać, iż piloci wcześniej określili sposób odejścia :
10:32:55,8 kpt. Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia, odchodzimy w automacie.
10:32:58,8 inż. W automacie.
f) przycisk ,,Uchod'' lub sygnał markera bliższej radiolatarni uruchomił odliczanie do detonacji ładunków, które dały o sobie znać po kilku sekundach. W stenogramach z wieży czytamy :
10:42:38: Nieznana osoba (NO): Dowiedz się przynajmniej, doleciał czy nie do radiolatarni, gdzie on jest.
-bo przecież miał tam spaść- wystarczy dodać do wypowiedzi anonimowej osoby z obsługi lotniska.
g) pozostałe fakty i zdarzenia, właściwie wszystkie bez wyjątku, umacniają tylko powyższe tezy, wręcz je potęgują. Najważniejsze to natychmiastowe scedowanie winy na pilotów oraz zmasowany atak medialny we wszystkich światowych mediach.
Powyższe rozważania oparte są wyłącznie na faktach oraz dostępnej dokumentacji i stanowią podstawę do wszczęcia weryfikacji tezy głównej :
Zamachu dokonano poprzez manipulację przy ,,naprawianym'' autopilocie oraz przygotowaniu niekonwencjonalnego wybuchu.
Brak możliwości sprawdzenia powyższej tezy jest przyczynkiem do zbudowania oskarżenia wobec osób odpowiedzialnych za niemożność przeprowadzenia takiego dowodu, z powodu świadomego zacierania śladów lub braku podjęcia działań w celu ich zdobycia. O tym, że tych dowodów już nie ma, wszyscy wiemy. Do nich zaliczamy ślady wybuchu w tkankach wewnętrznych ofiar zamachu ( pilnie strzeżone przed możliwością analizy do momentu ich całkowitego rozkładu ) oraz zawartość pewnych urządzeń niestandardowych w kokpicie samolotu, których już nigdy nie zobaczymy.
Na podstawie stenogramów rozmów ( CVR ) oraz parametrów lotu ( FDR ) i licznych doniesień medialnych rysuje się obraz zachowania pilotów lotu PLF101 z 10.04.2010. Jak ten rys wygląda w najbardziej newralgicznym momencie lotu, na odcinku od 10 kilometra do miejsca upadku :
a) Piloci włączają sterowanie automatem i nie wiedzą, że ustawienie klap na 36 powoduje zwiększenie wysokości i wejście ponad ścieżkę. W odległości 9km samolot znajduje się ponad 90m nad ścieżką, załoga zajmuje się w tym czasie klapami, światłami, innymi słowy mają kupę rzeczy do zrobienia, na przyrządy w tym czasie nie zwracają uwagi. Podawane wówczas przez pilotów prędkości pochodzą z momentu odczytywania ich z instrukcji technicznej lotu Tu154M, nie zaś z przyrządów, gdyż różnią się od rzeczywistych, zarejestrowanych w FDR jako wykres IAS. Prędkość IAS zgadza się w stu procentach z prędkością GS dla przelotu pomiędzy radiolatarniami a tym samym to o czym mówili piloci nie mogło być odczytane z przyrządów bo takich prędkości nigdzie nie było widać, oczywiście poza instrukcją na papierze.
b) Rysunek 46 wersja ang raportu MAK przedstawia zły wpływ ukształtowania terenu na pracę automatu ( rozkołysanie toru lotu ), ale piloci o tym nie wiedzą i lecą sobie dalej. Prawdopodobnie pierwszy raz lecą na tak przygotowanej konfiguracji, specjalnie dla tego miejsca i jednorazowego lotu w tym dniu.
c) Punkty kontrolne w postaci korelacji odległości podawanych z wieży i odpowiednich wymaganych wysokości w tych odległościach, są zupełnie ignorowane, bo kto by w czasie lotu obserwował przyrządy, lecimy dalej.
d) Odchylenia od kursu, zbyt duża prędkość pionowa oraz zbyt duże wysokości w punktach 8,6,4,2 km zupełnie nie interesują pilotów, gdyż właśnie piją poranną kawę. W końcu od czego jest piąty pilot, o imieniu Auto ( to ta osoba, której nie można było w żaden sposób zidentyfikować genetycznie po bardzo długich poszukiwaniach i przekopaniu ponad jeden metr ziemi w miejscu zdarzenia. Okazuje się iż był to obcy na pokładzie, gdyż pochodził z innego samolotu o numerze bocznym 102, stąd taki brak korelacji pomiędzy pilotami ).
e) W okolicy dalszej, prawdopodobnie kapitan, nie ma gdzie wsadzić rąk i postanawia pobawić się w przestawienie ciśnienia w barowysokościomierzu, bo w końcu jest to bezużyteczny przyrząd w procesie lądowania. Ponoć tak uczą we wszystkich szkołach a kapitan nawet tego nie zdążył się nauczyć, że trzeba takie urządzenie olać. Zrobił to chyba poprzez dedukcję. W końcu jest się debeściakiem. ( w międzyczasie odszyfrowano fragment stenogramu ,,kpt: Basiu proszę kawkę, może być sypana'' ).
f) Idąc tokiem myślowym z e) mimo tego, że co innego się mówi, co innego się robi (nauka płynie z góry) kapitan postanawia przestawić po cichu, aby nikt nie zauważył, sygnał DH na radiowysokościomierzu ze 100m na 60m. A co tam, po co ma wyć tak wcześnie - pomyślał kapitan.
g) Ponieważ cała załoga była mocno zestresowana przymusową pracą w sobotę, nie widziała co dzieje się na przyrządach. Może i mówili coś tam, ale niestety szum silników oraz wysoka częstotliwość prądu w Moskwie, miały większe natężenie niż ich mamrotanie pod nosem, stąd brak ich reakcji w stenogramach.
h) W tak luźnej atmosferze zbliżamy się do okolic 2km, kapitan osaczony przez mgłę i przyjemny zapach kawy, myśli sobie ,,co tu zrobić, odejść albo odejść'', co w świetle przedstawionego raportu zabrzmiało prawie jak słowa Williama Shakespeare. Jest to dla niego poważny dylemat, mijają około dwie sekundy, kapitan postanawia że ,,Odejdą'' i nieśmiało, z pewnym zamysłem i jeszcze sekundowym zastanowieniem wypowiada słowa : ,,Nic nie widać, odchodzimy''. No tak, słowo się rzekło, ale cholera jak to zrobić, zaraz, czy przycisk ,,Uchod'' zadziała teraz, czy jak powiedział Edmund Klich gdy nie ma ILS to nie zadziała. E tam, zobaczymy co będzie jak go wcisnę. Pozostali koledzy pomyśleli sobie, że skoro kapitan powiedział, to tak zrobił. Ok. czekamy jak zareaguje tutka. Mija sekunda, dwie, trzy, leci jak leci, jakoś to będzie. W międzyczasie łyk kawki, spojrzenie przez okno - duża ta mgła, jak budyń - pomyślał kapitan.
i) Fakt, że tak było nie ulega żadnych wątpliwości, gdyż nieubłagane oko Biga Bradera w postaci pokładowego FDR nie zanotował absolutnie żadnego wpływu pilotów na pracę urządzeń, no może trochę wolancik i dźwignie gazu drgnęły ale bardziej w celach estetycznych. Jednym słowem leci się.
j) Po upływie koszmarnie długiego czasu, bo jest to ok. 9 sekund od podjęcia rozważań kapitana na temat automatycznego ,,Odejścia'', drugi pilot myśli sobie, że coś tu chyba jest nie tak. Bo skoro był wciśnięty ,,Uchod'' to z doświadczenia i wiedzy nabytej na wykładach, po 4-6 sekundach był zawsze odczuwalny taki przyjemny stan lekkiego wgniecenia w fotelik. A tu kicha, nic się nie dzieje. A może tak samemu coś z tym zrobić i mówi ,,Odchodzimy''. Z lekką nieśmiałością chwyta za wolant ( po odstawieniu filiżanki kawy ) i bardzo, ale to bardzo lekusieńko postanawia pociągnąć go do siebie, chociaż o parę stopni, prawie jak przy lądowaniu. Coś tam drgnęło, ale ponieważ nikt wcześniej nie zwrócił uwagi na fakt dużej prędkości opadania ( a po jaką cholerę, przecież ma się automat i obserwacja przyrządów nie jest potrzebna) samolot znalazł się blisko ziemi.
k) W tym czasie kapitan był zauroczony wspaniałym widokiem, gęstej jak zupa, mgły. To niesłychanie rzadka sprawa oglądać takie widoki, nie mógł sobie odpuścić takiej przyjemności. Ponieważ to oglądanie i podziwianie mgły trwało 16 sekund, czas zobaczyć co się dzieje za sterami. W tym momencie jak grom z jasnego nieba ujrzał grunt pod nogami. Natychmiast pociąga wolant do siebie na maksa i przypomina sobie, że klawisz ,,Uchod'' nie działa bez ILS. O jasna cholera, do siebie i od siebie, tak jak w automatach samochodowych zmuszanie maszyny do obniżenia biegu, pociąga kapitan za wolant. Zapada totalna cisza, milczenie, nikt nie wie co się dzieje. Przecież było tak wspaniale, kawka, piękna mgła a tu raptem brzoza ( oddalona o 70 metrów od osi pasa, posadzona przed 70 laty przez Stalina, specjalnie przygotowana na obchody 70 rocznicy Katynia, powinna być praktycznie ominięta w odległości ok. 70 metrów od normalnego toru lotu samolotu ) urywa słuszny kawałek skrzydła i jeszcze tak szarpie samolot do siebie, że zmienia w przedziwny sposób tor lotu oraz zmusza do wykonania rotacji. Kapitan dodatkowo postanawia zrobić unik przed następnymi brzozami, które wyrosły jak grzyby po deszczu, na ich torze lotu. Szczególnie ten moment MAK nie omieszkał zamieścić w swoim raporcie, gdyż był to dla nich jeden z najważniejszych elementów całej układanki, bo inne drzewa w które samolot uderzał są mniej ważne i nie zostały wspomniane. Nie to, co zostało uszkodzone, tylko to co zostało ominięte, stało się ważne na drodze samolotu. Pozostałe drzewa jako zbędne postanowiono spalić.
,,Odnalezione fragmenty i ich wzajemne położenie pozwalają wywnioskować, że w wyniku zderzenia z drzewem nastąpiło zniszczenie konstrukcji skrzydła z oddzieleniem lewej części OczK (długości około 6,5m) z następującym gwałtownym przechyleniem samolotu w lewo,co potwierdza brak uszkodzeń drzew z lewej strony kursu lotu bezpośrednio za brzozą oraz dalszym odchyleniem samolotu w lewo.''
Drugi pilot znowu z pewną nieśmiałością i poprawnością, polityczną też, postanawia wyrazić swój pogląd na zaistniałą sytuację i wypowiada magiczne hasło z filmu ,,Seksmisja''. Hasło nie działa, samolot przekręca się jak fruwający spodek do góry nogami i zmierza nieubłaganie w kierunku ziemi.
Mimo wszelkich prawideł fizyki i chóralnego wypowiadania wspomnianego hasła, samolot zgodnie z instrukcją MAK, roztrzaskuje się w drobny mak.
Podsumowując ten fragment lotu, piloci :
a) Nie znali zachowania maszyny i sprawiali wrażenie jakby pierwszy raz lecieli tym samolotem.
b) Wykazali się brakiem zainteresowania wszelkimi możliwymi przyrządami jakie miał samolot na pokładzie.
c) Kłamliwie podawali prędkość samolotu i wysokości z radiowysokościomierza oraz oszukiwali wypowiadając słowa komend , których później nie realizowali.
d) Manipulowali przy urządzeniach pokładowych, psując ich dobre ustawienia.
Dodatkowo ważnym elementem był aspekt psychologiczny tego lotu. Sprawa nacisków. Szanowni Państwo, któż by nie poddał się tak potwornej lawinie nacisków. Biorąc pod uwagę iż wszelkie media , bo oznak nacisków w stenogramach jednak brakuje, z niewyobrażalnym naciskiem mówiły o naciskach, kapitan nie miał wyboru. Musiał poddać się i zachować się zgodnie z życzeniem większości. Uległ naciskom mediów i postanowił czuć się bardzo źle. Wyraził to właśnie brakiem zainteresowania lotem. Kapitan nie zawiódł głównych stacji telewizyjnych oraz najważniejszych organów prasowych.
Niestety, tak było do wczoraj. Po przeprowadzonych eksperymentach z Tu154M-102 okazuje się, że argument zmyślonego sposobu użycia funkcji ,,Uchod'' został obalony. Coraz bardziej przybliżamy się do potwierdzenia innej hipotezy zakończenia tego lotu niż przedstawionej w raporcie MAK oraz w licznych publikacjach poszukiwaczy psychopatycznych zachowań załogi.